sobota, 22 września 2012

We'll be glowing in the dark

Witam wszystkich, jak zwykle po kilku miesięcznej przerwie (nigdy się nie nauczę systematyczności). Zmobilizowałam się do pisania, bo w końcu mam o czym i nie darowałabym sobie, gdybym nie napisała tej notki. Ale może najpierw od  początku...Od kiedy tylko się dowiedziałam, że Coldplay ma grać w Polsce, a na dodatek w Warszawie, to wiedziałam, że nie może mnie tam zabraknąć. Teraz, kiedy mam wolną chwilę i emocje trochę już opadły (chociaż i tak non stop słucham na zmianęich płyt i oglądam filmiki) postanowiłam zdać relacje ze środowego wieczoru. Na koncert szłam z przekonaniem, że na pewno zobaczę coś fajnego, ale nie nastawiałam się na nic niesamowitego, a już nie na pewno na to, co zobaczyłam. Coldplay słucham od, kiedy tylko pamiętam, był, to jeden z zespołów od, którego zaczęła się moja przygoda z taką muzyką, dlatego darzę ich ogromną sympatią i pewnego rodzaju sentymentem. Droga na stadion minęła mi dosyć szybko, tak samo przejście przez bramki .Na samym wejściu każdy z uczestników koncertu otrzymywał kolorową opaskę, która miała być częścią koncertu. Udałam się na trybuny i zajęłam swoje wyznaczone miejsce, trochę się zaczęłam obawiać, czy aby na pewno dobrze zrobiłam kupując bilet na trybuny, ale nie żałuje swojego wyboru, miałam świetną widoczność na wszystko, a cztery wielkie telebimy pozwoliły mi zobaczyć wszystko, co działo się na scenie. Wybiła godzina 19:00 i na pierwszy ogień poszła Charlie XCX, powiem szczerzę, że nawet nie przesłuchałam jej ani jednego kawałka przed koncertem, jej występ był mi obojętny ni grzał ni ziębił - po prostu była, bo była. Następnym supportem była Marina&the diamonds, którą znam i uwielbiam. I tutaj trochę na początku się zawiodłam, spodziewałam się czegoś lepszego. Pojawiła się w obcisłej różowej kiecce i białym futerku i zaczęła śpiewać, niestety nie pamiętam co jako pierwsze. Jednak na koniec publika ożyła, jej dynamiczne Radioactive pobudziło wszystkich, nawet ludzie natrybunach podrygiwali w rytm muzyki. Trochę pogadała, pochodziła boso po scenie, powiedziała jak bardzo podoba jej się Polska, ale jest tu dopiero pierwszy raz i zniknęła. I wtedy zaczęło się to na to, na co tyle czekałam tyle czasu. Równo o 21:00 rozbrzmiały pierwsze dzwięki Mylo Xyloto, które po chwili przeobraziły się w Hurts Like Heaven. I dalej było już tylko corazmagiczniej. Cały stadion zaczął się mienić, tysiące różnokolorowych światełek zaczęło mrygać w rytm muzyki. Słowo, któreoddałoby uczucie, które czułam w tamtej chwili? Nie ma takiego, wszystko to za mało. Tam, po prostu trzeba było być i poczuć tę atmosferę. Na scenie pojawił się Chris ze swoją fantastyczną ferajną i wtedy już wiedziałam, że to będzie niezapomniana noc. Ludzie siedzący na trybunach wstali. Tak, wstali! Coldplay postawił na nogi nawet trybuny, pląsali, podrygiwali, machali głowami,śpiewali, gwizdali, krzyczeli. Następne było In my place, cały stadion śpiewał razem z nim, do tego niesamowita ilość konfetti w kształcie motylków, Chris na sam koniec powiedział po polsku dobry wieczór i poczułam, że jestem naprawdę w bajce. Potem urocze Lovers in Japan, po nim Major Minus, którego przyznam się szczerze nie lubiłam a po koncercie jestem zakochana w tej piosence całym sercem. Yellow i The Scientist to jedne z najpiękniejszych utworów jakie było dane mi słyszeć, przy "Yellow"stadion zrobił się cały żółty, pojawiły się żółte balony, Baloons, i love the baloons powiedział Chris, dodał też, że jesteśmy FUCKING AMAZING i jesteśmy najlepsi, pewnie mówi tak na każdym koncercie, ale to się nie liczy. Niesamowite świetlne wizualizacje, podświetlane elementy na płycie, lasery, wszystko idealnie zgrane dodawały jeszcze większego efektu. Nie będę wgłębiać się w całą setliste, ale są kawałki o których muszę powiedzieć, miedzy innymi Charlie Brown, znowu stadion szaleje,opaski mrygają, nogi rwą się do tańca i nie sposób nie śpiewać. We'll be glowing in the dark po prostu. Chris skacze, tańczy a na dodatek niesamowicie śpiewa, jestem pod ogromnym wrażeniem ile w tym człowieku drzemie pozytywnej energii, ile daje z siebiena koncertach, czy to początek, czy już sam koniec. Nie mogłabym powiedzieć o moim faworycie, mianowicie Fix You, na samą myśl o tym kawałku dostaje gęsiej skórki, do oczu napływają łzy, oczywiście radości. Ta piosenka to jedna z tych, która wywołujeniesamowite emocje, grana na żywo zyskuje jeszcze więcej. Gdy piosenka się kończy czas na Every Teardrop is a Waterfall, cały stadion wtóruje z Chrisem, znowu wszystko się mieni, wokalista pojawia się z polską flagą i śpiewa hurt me bad but still i'll raise your flag, niesamowity moment. Po tej piosence kończy się koncert, najpiekniejsze dwie godziny mojego życia. Nie żałuje ani jednego grosza wydanego na ten koncert, ba nawet gdyby było trzeba to zapłaciłabym dwa razy tyle. Zawsze lubiłam Coldplay,teraz jestem zakochana w nich po uszy. Charyzma Chrisa, jego energia i wszystko inne sprawiło, że w moim sercu ten dzieńzostanie na bardzo długo, I don't wanna stop, I don't wanna finish, I don't wanna leave Warsaw powiedział podczas Paradise,ja imyślę że wszyscy którzy tego dnia byli na stadionie też chcieli aby ten koncert trwał wiecznie. Wreszcie Polska doczekała siękoncertów na światowym poziomie, wszystko wypadło idealnie, stadion zdał egzamin. Mam tylko nadzieje, że do szybkiego zobaczenia, Polska was kocha! Na koniec mam kilka zdjęć dla was, nie są to jakieś super zdjęcia dlatego że niestety tylko z komórki, ale jednak są. Poza tym mam ogłoszenie parafialne: po pierwsze założyłam sobie instagrama, tak więc jeśli ktoś maochotę popatrzeć na moje codzienne życia to zapraszam do followania: xohyouaresonaive, zapraszam serdecznie. A drugą sprawąjest, że gdybyście mieli jakieś sugestie, zapytania czy opinie to piszcie na formspringu : http://www.formspring.me/ohyouaresonaive. Miłego weekendu wam życzę, do następnego postu, xoxo.
















1 komentarz:

  1. Tak strasznie żałuję, że zbyt późno dowiedziałam się o tym, że Coldplay będzie w Polsce. Twoja relacja z koncertu brzmi magicznie i przez chwilę mogłam poczuć, jakbym sama uczestniczyła w tym niezwykłym wydarzeniu. I te zdjęcia... Brak słów. To bardzo dołujące, czytać jak niemal każdy blogger/mój znajomy był na Coldplay, a mnie tam zabrakło. Mam ogromną nadzieję, że niedługo powrócą do Polski, a wtedy zrobię wszystko, by zdobyć te bilety.

    OdpowiedzUsuń